wtorek, 7 grudnia 2010

pisanie z lekkim lekiem...

Swiat blogowy to swiat dziwny...nie znamy sie nie widzimy, po prawdzie nie wiemy czy to co zamieszczone prawda jest...a jednak, budujemy tu wiezi, lubimy sie lub nie przepadamy za soba.Wczoraj z pewna tajemnicza(niech tak pozostanie)osoba(a bliska mi-choc nigdy sie nie widzialysmy)odbylysmy taka rozmowe w stylu-trudne polek wymienianie zdan(i o ta rozmowe zachacze).Dzis tak za mna lazilo zeby  wlasnie tu napisac Wam-me drogie Panie-o czyms co dla mnie wazne jest i co mnie trapi(nie daj Bog w sensie wylewania morza lez) i a wiec....sprawa tyczy sie wiary...hmmm.pewnie, lub tez nie do konca pewnie wiele z Was skonczy czytanie w tym miejscu-zrozumiem-ale te co wytrwaja niech doczytaja dalej.Jakos dziwnie swiat  dziala (jak dla nie)jesli pisze o czyms waznym i zachaczam o Boga od razu zastanawiam sie jak zostanie to przyjete bo:Kosciol instytucjonalny jest jaki jest, bo wiekszosc niestety doswiadczyla  zla z Jego strony, bo ktos pomysli ze jestem Bereciara,bo-nie wolno mi bedzie wypowiedziec sie krytycznie-wszak jestem wierzaca a wierzacy dla wielu znaczy-wybielony, nierzeczywisty i fajny-a przeciez wierzacy to ten co szuka..., bo nikt tu nie zagladnie i tak dalej...wstyd mi-wszak dlaczego mam schodzic do podziemia, sztucznie usmiechac sie lub tez nie wypowiadac w prawdzie -tyczy to tematow trudnych?No i tak niefajnie czuje sie z tym..ze w gruncie rzeczy najbardziej boje sie o swoja blogowa pozycje...beznadziejne to...wszak jak ktos tu zaglada to pewnie chce..pisze o tym , bo mam wrazenie, ze wiele z nas tak naprawde krepuje sie wypowiedziec...boi sie reakcji tych z nas , ktore stale odwiedzaja blogowy swiat...Panie Szanowne...pisze to Migdalowa , ktorej wstyd za takie chowajstwo slowne(heheh)badzmy do konca wierne swoim przekonaniom:)..mowmy co myslimy,bez leku...
a teraz drzy mi reka nad enterem...nacisnac czy nie....a naciskam ...wszak dostac po lbie moge tylko wirtualnie:)
aaa teraz cos dla uszu ....bardzo Ich lubie... baaaardzo.........a wy?

Dziekuje C:)

15 komentarzy:

Balbina pisze...

chyba nie do końca rozumie tego posta, ale tylko od ciebie zależy, co chcesz o sobie pisać. Jeśli jakiś temat jest dla Ciebie ważny nie rozumiem czego się obawiasz, że ktoś wyśmieje a czy to po raz pierwszy ktoś nie zgodzi się z Tobą i czy to ma napawać Cię lękiem. Moim zdaniem nie bo taki jest ten świat, wszyscy mamy prawo mieć swoje osobiste zdanie. Najważniejszą rzeczą jest umieć bronic swojego zdania nie obrażając innych.
Inna sprawą jest czy chcesz się w blogowym świecie obnażać z własnych poglądów czy tylko wypełniać strony słowami ale chyba każdy ma tutaj takie dylematy. Wybór należy do Ciebie

Migdalowa pisze...

nie obawiam sie wysmiania...czy niezgodzenia...obawiam sie traktowania jak powietrze, pewnie niepotrzebnie....chcialam tym napisaniem jakos zwrocic uwage na ten problem...nie w celach jakiegos obnazania a poprostu wypowiedzenia sie...czekam dalej czy ktos sie jeszcze odezwie:)...w sumie taki lekki kij w mrowisko

cynka pisze...

wielkiej odwagi trzeba, by powiedzieć publicznie, że się wierząca osobą jest...
pewnie przez to, że mylona jest "wierząca" ze "świętą" -
taką co to innym mówi jak mają żyć:)
a to nie tak
bo to osobista, wewnętrzna walka jest, żeby wiernym być...
temu w co się wierzy, w Kogo się wierzy
i się upada po tyśiąckroć, i błędy popełnia i rani innych...
i szuka i odnajduje, i gubi i wraca...:)

no a jak Ktoś znajdzie Skarb- to jak sie tu nie pochwalić
:)

kasia ino-ino pisze...

Migdałowo...
po prostu się wtulam w Twoje słowa... i powiem, że czasem to jakbyś z moich zamyśleń je spisywała.... :) i dziękuję, że tu jesteś... i TAKA jesteś...

i wierzę... choć wciąż zapewne nieudolnie, za mało, czasem "za cicho"..........

Balbina pisze...

moim zdaniem trudniej powiedzieć a potem się tego trzymać, że jest się niewierzącą. Np ja jestem klasycznym agnostykiem, mój konkubent nie wiem kim, mamy dziecko nigdy nie miałam zamiaru jej ochrzcić bo uważam, że byłoby to nie ok. Byłoby to robieniem czegoś dla kogoś. Nawet rozmawiałam raz o tym towarzysko z jakimś księdzem i przyznał mi racje. Teraz mała chodzi do przedszkola i jest religia, zasygnalizowałam pani, że jesteśmy niewierzącą rodziną i Tosia nie będzie chodziła na religie. Potem okazało się, że wszystkie dzieci chodzą wiec powiedziałam dziecku, że może chodzić jeśli tylko chce. I jak ma 5 latka nie chcieć skoro tam dają rysunki jakiegoś pana Jezusa do malowania :-) Oczywiście chodzi, opowiada co się nauczyła, ja nie drwię z tego słucham i czasami nawet o tym rozmawiamy. Osobiście nie zamierzam walczyć o niereligijność mojego dziecka bo nawet kilka razy zabrałam ją do kościoła, jeśli jej wolą będzie wiara uszanuje to.
Mimo wszystko nie zamierzam też być bierna jak moi znajomi drwiąco się o tym wypowiadają. I np usłyszałam sarkastycznie wypowiedziany tekst "to zapisz ją na etykę", że niby ja taka inna jestem bo nie robię tego czego oczekuje ode mnie otoczenie. A powiedział mi to człowiek którego nazywam mianem "niewierzący - praktykujący" bo mu żona i otoczenie każe, pyskuje na kościół, wyśmiewa berety ale ślub w kościele wziął, dziecko ochrzcił i ja się pytam po co?
Dla mnie osobiście nie jest śmieszne być wierzącym, śmieszne jest mówić, że jest się wierzącym tylko postępowanie naginać potem trochę bo mu wiara przeszkadza w życiu. Ja to nawet podziwiam tych co potrafią tak głęboko wierzyć w coś tak nieogarniętego jak bóg. Mam tylko jedną prośbę do tych wierzących,żeby akceptowali to, że ja nie wierzę. A może po prostu wiara im na to nie pozwala i stąd ten problem :-)

ovillo pisze...

Migdałowo, ja się cieszę i doceniam, że - jak by to nazwać?- wierzysz mądrze i nienachalnie. I tak to czasem zgrabnie przemycasz. Mam nadzieję, że i mnie się to kiedyś uda.

Balbino, myślę, że wiara "dobrze pojęta" nikogo nie przekreśla. Życzę Ci, abyś spotykała na swej drodze "mądrze wierzących"- takich, którzy właśnie nie przekreślają, a starają się jak mogą żyć w sposób, który nie narzuca, ale może pewnego dnia skłoni kogoś do pomyślenia, że jednak warto.
Ech, chciałabym być takim człowiekiem, ale różnie to wychodzi... No to mam nad czym pracować :)

maglandia pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
madziula pisze...

Balbina przełożyłaś na literki dokładnie to co ja myślę na temat wiary, i poniekąd reprezentuję podobną postawę wobec wiary (choć nie mam dzieci i przygód religijnych z tym związanych).

Migdałowa! jestem z Ciebie dumna!! Czytając Twój wpis odniosłam wrażenie że to o czym piszesz (wiara, Bóg) są dla Ciebie ważną sprawą, a do tej pory gdzieś świadomie z powodu obaw wszelakich musiałaś temat pomijać w tym ważnym dla Ciebie miejscu jakim jest blog osobisty. I to jest tak jak powiedziała któraś z moich przedmówczyń, jeśli masz potrzebę pisania tu o tak osobistych i ważnych sprawach - to absolutnie nie powinnaś dygać i jakby zabierać sobie takiej możliwości nastawiając się "bo co sobie ludzie pomyślą". Myślę i tak się właśnie zachowuję w tym wirtualnym świecie, że odwiedziny danego bloga od miesięcy, jest kwestią całokształtu Twojej osoby (a dokładnie tego jak pokazujesz siebie prowadząc bloga) i czytelnik bierze to z dobytkiem inwentarza hihi albo nie przychodzi.
Trzymam kciuki za to, żeby zaglądali tu ludzie mądrzy, potrafiący przyjąć inne poglądy a nie dowalać (zazwyczaj anonimowo).
Uściskuję Cię mocno!!

Brises pisze...

Migdałowo moja złota - ja Cię kocham po prostu. Pewnego poranka smętnego [dawno to byłoooo] zajrzałam tu i wsiąkłam. I niech tak już będzie.

Green Canoe pisze...

Jestem wierząca. Mówię o tym bez strachu ani wstydu. Tak sobie myślę, że nasza wiara to bardzo intymna sfera człowieczeństwa...nie każdy czuje potrzebę uzewnętrzniania się , mówienia o Bogu. Czasami po prostu wystarczy, że wiemy że On jest, nie trzeba o tym mówić.
Bardzo serdecznie pozdrawiam Cię, zamigdałowana siostro:)

Siencja pisze...

Ja myślę, że nawet jeśli uważam, że internet to nie miejsce na dyskusje o wierze (wiele razy widziałam już jak ludzie nie potrafią się dogadać w prostych sprawach, a już dyskusja w tak ważnych jest dla znacznej liczby ludzi niesamowicie trudna), ale jeśli jestem osoba wierzącą (lub nie) to moje poglądy wypłyną przy tej czy innej okazji nawet na blogu poświęconym rękodziełu. Bo jeśli uszyję sobie okładkę na Biblię, to mam powiedzieć, że na książkę okładkę sobie uszyłam? Pewnie, że nie. :) (Którą nawiasem mówiąc planuję uszyć. ;) )
Trzeba jednak przyznać, że ludziom prawdziwie wierzącym (chodzi mi o wierzących i ta wiarą żyjących, a nie "wierzący-niepraktykujący") trudno jest się przyznać publicznie, ze wiara ma dla nich duże znaczenie, że nie jest tylko formalnością. To chyba dlatego, że zawsze znajdzie się ktoś, kto zaszufladkuje, że dewotka, że ciemnogród. :( Przykre to, a bardziej przykre, że czasem wierzący zachowują się tak, że potem człowiekowi wstyd...
No nic, ja tymczasem dziękuje Ci za ten post. :) Miło jest wiedzieć, że nie jestem sama. :D I, że przy okazji "ujawniło się" (bo być może wcześniej nie było okazji) jeszcze kilka osób. :D
Pozdrawiam serdecznie

Jaszmurka pisze...

To ja jako osoba hmmm może nie tyle nie wierząca... (chociaż no można mnie podpiąć właśnie pod to określenie. Można.) powiem Ci że:
Nie powinnaś się bać/obawiać mówić o swoich wewnętrznych przemyśleniach. O tym co dla Ciebie ważne.
Ze mną się dogadałaś :P ahahah
Powiem uczciwie- dopóki osoba silnie wierząca nie zaczyna mnie namawiać na wiarę, ani w żaden sposób nie stara się głosić słowa Bożego (jest coś charakterystycznego w tego typu rozmowach...ta druga strona ma takie rozanielone spojrzenie, że od razu odchodzę ;) mówię szczerze) w mojej obecności to mogę pokusić się o stwierdzenie, że mi taka osoba nawet imponuje swoją wiarą.

Nie wiem jak to zabrzmi... ale Ty nie jesteś dla mnie "nawiedzona" i u Ciebie nie przeszkadza mi to że piszesz o Bogu :) Pamiętam nawet że zrobiłaś okładkę na Biblię prawda? I to mi się spodobało :) Bo masz coś dla siebie.

Nie chcę absolutnie nikogo urazić. Wiem, że temat wiary jest ciężkim tematem :)

Ściskam Cię mocno :* to Twój blog i pisz w nim co Ci się podoba :*

buziol

ika pisze...

Faktycznie dotknęłaś czułej struny bo temat wiary jest niezwykle delikatnym tematem i jeśli nie jesteś nachalna w tym pisaniu to sobie pisz :) Boję się ludzi radykalnych w swojej wierze, fanatycznych, a Ty mi na taką nie wyglądasz więc jest wszystko ok :)
Pozdrawiam

Sikorka Venerthine pisze...

hmm.. ten lęk bierze się pewnie z takich miejsc jak onet.pl czy inne informacyjne portale pełne mądrych i światłych ludzi, gdzie w komentarzach wystarczy mruknąć coś o moralności choćby, nawet o religii nie wspominając, to zaraz się rzuci z jednej strony cała banda "tych anty" co wyzwą od moherów, prymitywów czy "świętojebliwych", a z drugiej odpowiedzą wyzwiskami o komuchach i hitlerowcach itp.. :]
do tego otworzyć gazetę, czy włączyć telewizor i mamy "na żywo".
potem człowiek boi się nawet zająknąć na temat, żeby nie mieć naklejki na czole.
nie lubię ani tych "anty" ani tych "za". żadnych skrajności.
moja rodzina jest podobna bardziej do tych "anty" ale troszeczke.. niby są z gatunku "wierzący-niepraktykujący" ale mi się to określenie nie podoba. wiara i religia to dla mnie dwie różne rzeczy.. nie chodzę za często do kościoła.. nie podoba mi się.. ani msza ani poglądy ani zasady.. z wiarą to co innego, wierzę bo czuję że muszę, tak jak muszę oddychać. moja siostra mówi, że w Boga wierzy, bo tak. Ale jeśli chodzi o kościół to może być nawet i buddystką.
Rodzice podobnie tylko że oni lubią głośno komentować TVNFakty czy inne źródło mądrości.. najbardziej ostatnią "akcję krzyż" .. właściwie w domu nie ma co poruszać tego tematu, bo jest takie "nie do końca wyjaśniony i zbyt delikatny", indywidualna sprawa każdego.
z teściami moimi to zupełnie inna bajka.. życie na wsi ma swój rytm zwłaszcza dla tych którzy mieszkają tam od zawsze. czasem mam wrażenie że oni przeginają w drugą stronę. są BARDZO praktykujący.. co do tego pierwszego czyli wierzący to nie wiem.. bo ten temat jest u nich traktowany chyba tak jak u nas.. czyli żadnych PRAWDZIWYCH rozmów.. tylko na tematy praktyczne (np. do mojego męża mamusia: ty to już w tym mieście pewnie wogóle nie chodzisz do kościoła). Mąż mój nie rozmawia ani na jeden temat ani na drugi..

Najbardziej podziwiam ludzi którzy potrafią otwarcie rozmawiać na te właśnie PRAWDZIWE tematy - o Wierze. Nie o religii, praktykujących i niepraktykujących, moherach, krzyżach.. tylko o WAZNYCH sprawach. Tych z serca płynących. To jest najtrudniejsze.
A te nasze blogi to nie jest onet czy wirtualna.pl, więc głupich ludzi płytkomyślących bać się nie musisz. Wręcz podziwiam Cię za odwagę :)

paula_71 pisze...

A ja się pochwalę,że wokalistką zespołu My Myself and I jest moja koleżanka z klasy w liceum :D
A co,taka chwalipięta jestem!