piątek, 12 lutego 2010

ciag dalszy matczynych wariacji

czytajac komentarze naszla mnie niewspolmierna ochota opowiedzenia przebiegu pozaru w naszym domu...ktory takowy miejsce swe dzis tu mial.A wiec...Tosia nasz majaca 40,1 stopnia temperatury-a jak wiadomo dzieciaki przy takowej cieplocie ciala staja sie-nie dziecmi a terrorystami-co wszak jest zrozumiale-zechciala skorzystac z toalety.Wiec czem predzej Ja -czyli Matka Polka z Tosia czyli ma chora corka udalysmy sie w odpowiednie miejsce...i sie zaczelo-ryki ze ubikacja za zimna, ze niewygodna , ze pizamka gniecie, ze kapec spadl, ze ona nie placze -a placze, ze ja jestem niemila(?), ze woda za zimna, ze mydlo nie ladnie pachnie i tak nam minelo 10 minut-a w tym czasie Franczyslaw pozostal sam w pokoju obok iiii.... czuje cos czuje ...plastik jakis czy co?wchodzimy z Tosia do pokoju-juz zadymionego-wiec ja w przerazeniu biegne do kuchni-niechybnie nie posiadajacej drzwi-stad ten dym i co widze?
Na kuchence plonie durszlak z makaronem-uwierzcie, plomieniem wielkim ..Durszlak ten znajdowal sie na podstawce ceramicznej ktora niechybnie zdarzyla peknac-wiec ja woda i dawaj zawod zmieniajac strazakiem sie stalam...czarno , brudno, szorowania masa...aaaaa i teraz uwaga Franek stal i bil brawo!!!no zbrodnia w afekcie nabrala dla mnie sensu zrozumienia..Ten Maly chorutki brzdac postanowil sobie odkrecic wszystkie kurki naszej na szczescie elektrycznej kuchenki ...jasne zabawa na calego...powiedzcie i jak tu byc normalna jak?
cale popoludnie nie lubilam mych dzieci, Toski bo wyje od rana do nocy ,Franka bo z jego pomyslowoscia ja juz nie wydalam , a Szymka bo za grzeczny(co jest podejrzane).Teraz siedze na strychu , w przerwie podniesienia glowy z nad pieciolinii Wam to pisze ku przestrodze....nie kupujcie Plastikowych durszlakow!!!
i tymze akcentem optymistycznym koncze...i ze strychu zejsc nie zamierzam ...
i dla ucha cos ..lubie bardzo ...oj bardzo

11 komentarzy:

madziula pisze...

no to jakbym thilera jakiegoś czytała :) ja zawsze twierdziłam że posiadanie dzieci to niezła przygoda ... ale nie wiem czy dla mnie. Ciebie podziwiam :) A co Ty nad tą pięciolinią robisz ;> czyżbyś kompozytorką była??

kasandra pisze...

Ożesz Ty !!! No ... po takim dniu tyż bym ze strychu nie zeszła ... za żadne skarby ...

Trzymaj się !!!

maya pisze...

A siedz na ty strychu ile wlezie ;-) odpoczniesz przynajmniej i zregenerujesz sily na kolejne "atrakcje".Pozdrawiam serdecznie

♥ Ania z Zielonego Wzgórza ♥ pisze...

O Matko! siedz na tym strychu, adres mam, to jakies jedzenie i wode podeslemy!!! Nie ruszaj sie i czekaj na wsparcie!!! :)))

A ten post to jak z thrillera jakiegos... aj dzieci, dzieci!

Pozdrawiam zleknioną migdałową! :)

Imoen pisze...

Co za dzień. Dobrze, że chociaż masz taki strychowy azyl! Nawet nie przypuszczałam, że z elektrycznej kuchenki może powstać pożar...

Pozdrawiam.Trzymaj się dzielnie i nie dawaj chorobom dzieci.

TUŚKA pisze...

Kochane brzdące niepozwalające nic tknąć, posiedzieć spokojnie, bo przecie mama sie nudzi. Pytań sto zadają, odpowiadać każą, bo a nuż mamo sie nudzisz. Pisze o mojej zdrowej nie wspomnę o chorobach. Kochane diabełki, które czasem ma sie ochotę uduśc... Ale wyobrażasz sobie zycie bez nich?! Ja nie, chacha. Pozdrawiam z marudą u boku:)))

dorotaluk pisze...

Migdałowo kochana rób jak Ci mądre dziewczyny radzą....ze strychu nie złaź ,aż do odwołania.Może ,gdy Cie chwilke nie będzie sytuacja zostanie opanowana przez mocną rękę pana Migdała;)
Przypomniało mi się jak moja mała wówczas córunia chciała zagotowac wodę w plastikowym czajniczku zabawce na kuchence gazowej zeby zrobić mi herbatę...dzieki Bogu zdążyłam na czas.

cynka pisze...

ooo! to Ci się zdarzyło!!!

też mam czasem ochotę uciec na strych:) tylko tam cholernie zimno :))))

moje miasto pisze...

MIgdalowa-no masz artyste w domu...a wiesz -jak mowi Staropolskie przyslowie-Jakie Matki takie dziatki:)
Gratulacje!!!

migdalowomi pisze...

cale szczescie na strychu u nas cieplutko-kaloryfer grzeje -jakos lubie to miejsce:)-nie dochodza tu glosy maluchow:):)cisza spokoj-sielanka!!!brak mi tu tylko pelnej lodowki, koszyka z czekolada(oczywiscie duzego), blachy ciasta-najlepiej sernika, kubelka lodow i gory Tostow z serem pikantnym i pieczarkami...oraz zestawu husteczek do ocierania kapiacego tluszczu z pyszczka:)ech...i zurawiny suszonej i swiezych czeresni i npoju mietowego i ryzu cytrynowego i bulki z przedzialkiem i sera bialego ....dobra schodze na dol-tam jest wszystko:)

ann007 pisze...

na pociechę - że to nie tylko dzieci taki pomysłowe - podam Ci przykład z innej półki. Byliśmy kiedyś na pielgrzymce do Fatimy, warunki takie sobie, posiadanie miski do mycia było nielada krezusostwem. My takową mieliśmy. Do czasu. Aż znajomy - a w zasadzie zięć znajomwego - podgrzał w niej wodę do mycia. Grzałką elektryczną :(